Czasami najlepsze projekty zaczynają się od decyzji, którą najłatwiej byłoby odłożyć.
Dostałem propozycję przyjazdu na wydarzenie rekonstrukcyjne w Radzyniu Podlaskim.
Około 170 uczestników.
Historia, stroje, rekonstruktorzy, muzyka, pokazy, atmosfera.
I trzy godziny jazdy w jedną stronę.
Miałem już zaplanowaną pracę. Wiedziałem też, że na miejscu może być kilkanaście godzin intensywnego fotografowania.
Mogłem powiedzieć: innym razem.
Jednak pojechałem.
I dobrze.
To był jeden z tych dni, kiedy fotografia przestaje być spokojną pracą w studio.
Były tłumy ludzi, rozmowy, muzyka, wybuchy armatnie, sceny rekonstrukcyjne i nieustanny ruch.
A ja fotografowałem.
Jedną osobę.
Drugą.
Dziesiątą.
Pięćdziesiątą.
I znowu zobaczyłem coś, co mnie fascynuje.
Człowiek, który przychodzi na wydarzenie jako uczestnik, może stać się bohaterem fotografii.
Nie trzeba wielkiej scenografii.
Czasami wystarczy człowiek, strój, światło i chwila zatrzymana przez aparat.
Powstał ogromny materiał.
I znowu pojawiły się reakcje, wiadomości, zamówienia na zdjęcia i ludzie, którzy chcą zobaczyć swoje fotografie.
Interesuje mnie nie tylko fotografowanie wydarzeń.
Interesuje mnie tworzenie fotograficznej historii wydarzenia
To ogromna różnica.
Nie jestem fotografem stojącym gdzieś z boku i dokumentującym to, co się dzieje.
Wchodzę w środek.
Poznaję ludzi.
Patrzę na nich.
I robię im portrety, które będą chcieli zachować.
A następny może wydarzyć się właśnie u Ciebie.


















































































